niedziela, 5 maja 2013





Pozwoliłam sobie na 2 dni totalnego chillout'u. Czasu na przemyślenie sobie wszystkiego i poukładanie spraw, które od dawna dręczyły mnie od rana do wieczora. Najważniejsze jest to, że poradziłam sobie z tymi wszystkimi przytłaczającymi faktami. Powoli wracam do normalnego stanu. To co piszę musi brzmieć jak frustracje wylewane przez biednego, odrzuconego przez los nastolatka. Wielka szkoda, że jest inaczej.

Mamy maj, a więc wracają motywacje! Fakt, że pozostały niecałe 2 miesiące do wakacji, sprawia, że zawzięcie staram się przyśpieszyć ten na pozór 'długi' okres czasu. Poranne bieganie zawsze pozytywnie mnie naładowuje na cały dzień. Całkowicie odmieniłam swój styl życia. O dziwo nie było z tym większych problemów. O wiele lepsze samopoczucie doprowadza do tego, że wszystko co robię wychodzi tylko na dobre. Zaczęłam się uśmiechać. Wszystko co złe już za mną, teraz jedynie zmierzam w lepszą stronę. Silna wola i determinacja to klucz do wszystkiego!

Śmiało mogę skreślić ostatnie kilka dni z życiorysu. Teraz mogę wreszcie robić to co kocham. Bez zmartwień, bez niepotrzebnych myśli i trosk. Już nic nie planuję, bo to tylko wychodziło na gorsze. Trzymam się tego co jest teraz. Zero powrotów do przeszłości.







Brak komentarzy:

Prześlij komentarz