poniedziałek, 1 lipca 2013



"Każdy wybór był łatwiejszy w przeszłości
I każde szaleństwo usprawiedliwione
I teraz czuję, że coś mnie załamuje
Jak mogę odwrócić te nieznośne czasy?"


Wyciągam spod sterty niepotrzebnych rzeczy mój ukochany "pamiętniko-noteso-dziennik". Tradycyjnie po kolejnym miesiącu nie pisania w nim, z ciekawością wracam do dawnych czasów. Kartkuję strony. Każda z nich idealnie wyryta w pamięci. Sens zebranych w nich słów mógł być określony jako jedna, znana każdemu rzecz. Aż do daty zaczynającej się gdzieś w czerwcu. Miesiącu, który sprawił, że po wielu upadkach stanęłam na nogi. Miesiącu, w którym zrozumiałam, że sama sobie kładłam przeszkody na swojej drodze. To chyba było nieuniknione. Jestem niezmiernie wdzięczna. Intuicja mówiła ' idź do kina, co masz do stracenia?'. Nie byłam pewna niczego. Jednak po tym jak wyszłam z ogromnej sali, poczułam ulgę. Refleksje po filmie uświadomiły mi, że nie warto poświęcać się dla kogoś, kto nawet nie odważyłby się na szczerą rozmowę. Po mimo wszelkich usprawiedliwień. Nie ma sensu. Trzeba dać sobie radę samemu, zawsze. I nie liczyć na nikogo.
*

Znów zebrało mi się na ględzenie o niczym. Włączam sobie moją ulubioną płytę Comy, leżę w łóżku i popijam herbatę. Odliczam godziny do treningu. A po treningu czekają na mnie małe przyjemności. Wystarczy zmienić podejście do życia. Wszystko obróci się w mgnieniu oka. Na lepsze. Oj, na o wiele lepsze. 


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz